Mała, duża Alfa - test Alfa Romeo MiTo

W oczekiwaniu na pojawienie się w salonach nowej, a w zasadzie po liftingu, Alfy Romeo MiTo, postanowiłem przetestować jej wcześniejsze wcielenie. Jeżeli jednak spodziewacie się standardowego testu, rozczarujecie się. Nie będzie tutaj lizania tapicerki, obwieszania samochodu różnego rodzaju czujnikami, ścigania się z łodziami podwodnymi, czy innych niezbędnych elementów „prawdziwego testu”. Po prostu, wsiadamy, jedziemy i … sprawdzamy czy oczekiwania spotkały się z rzeczywistością. Zobaczmy zatem co oferuje i jak sprawuje się najmniejszy z fiatowskiej dynastii aut premium.

Wybór padł na Alfę Romeo MiTo 3d 1,4 8v 78 KM (ten sam silnik, który znajdziecie we Fiacie Punto) Progression z 2012 roku w kolorze czarnym. Czyli mówiąc „ludzkim językiem” drugi od dołu silnik w drugiej od dołu wersji wyposażenia. Katalogowo, szału nie ma, ale nie przesadzajmy. Po 13 sekundach mamy już poruszać się z prędkością 100 km/h, a poza tym klimatyzacja (manualna) – jest, sprzęt grający – również.

Jak na samochód o miejskich gabarytach (4063 mm) w środku daje do dyspozycji naprawdę dużo miejsca. Dla pasażerów, nie na bagaże. Jak nastawiacie się, że uda się nim przewieźć lodówkę, to możecie się rozczarować. Chyba że turystyczną zasilaną z zapalniczki samochodowej, na nią znajdzie się miejsce. Fotele zasługują na osobną wzmiankę. Są naprawdę wygodne i szybko można znaleźć odpowiednią w nich pozycję – chyba że idealnie dopasowały się do mojej, doskonale wyrzeźbionej przez siedzący tryb życia, postawy. Nie wykluczam tego. Nawet dłuższa podróż nie powoduje, że po wyjściu z MiTo będziecie musieli zastanawiać się dlaczego ziemia jest tak blisko i tylko dzięki pomocy dobrych ludzi oraz ćwiczeniom zalecanym przez Annę Lewandowską z powrotem będziecie mogli powiedzieć o sobie, że jesteście dwunożnym ssakiem. Po prostu, wysiadacie i żwawo kroczycie we wcześniej obranym kierunku.

Skoro jesteśmy przy wnętrzu. Kierownica wygląda jakby była przeniesiona z innej epoki i stanowiła największą dumę księgowego. Powiedzieć, że jest ona minimalistyczna, to nic nie powiedzieć. W przeciwieństwie do innych modeli, gdzie strach gdziekolwiek ją dotknąć żeby czegoś nie włączyć, ta nie ma żadnych przycisków. Spełnia dwie funkcje: kierowania samochodem oraz „budzika” – siebie, jak przez przypadek się oprzemy, i wszystkich dookoła, jak naciśniemy ją z premedytacją. Czy to dobre rozwiązanie? Z jednej strony dobre, bo kierownica nie jest przeładowana i nie wymaga skupiania się na niej. Z drugiej złe, bo chcąc zmienić chociażby stacje w radiu musimy oderwać wzrok od drogi i nacisnąć odpowiedni przycisk na panelu radia.

Mała dygresja. Sam nie wiem jak, ale jakoś udało mi się włączyć funkcję Follow Me Home (pozostawia zapalone światła zewnętrzne na określony czas, od 30 do 210 sekund) – tak, nawet nie wiedziałem, że Alfa jest w nią wyposażona. Zaciekawiony i zaintrygowany postanowiłem odtworzyć swoje ostatnie ruchy, aby teraz – już w pełni świadomie – ją uruchomić i … poległem. Po paru próbach z zerowym efektem postanowiłem … zapomnieć o niej. Ale, nie do końca. Jednak o tym później.

Jednostka napędowa pozwala na sprawne poruszanie się po mieście. Sprawne, nie sportowe. Oczywiście możecie próbować się pościgać ruszając ze świateł, tylko musicie uważnie dobierać konkurentów, żeby od czasu do czasu być w tym pojeździe z przodu. Za to zwinnie przejedziecie wąskie i kręte uliczki i nie będziecie musieli zbytnio wystawiać na szwank swoich nerwów, szukając miejsca do zaparkowania.

A poza miastem? Nie oszukujmy się, jak uzyskamy już prędkość przelotową pedał gazu zaczyna mieć dwie pozycje – naciśnięty, nie naciśnięty. Obojętne jak będziemy go „dusić” MiTo będzie przyspieszało (lub utrzymywało prędkość – w zależności od ukształtowania terenu) w swoim tempie. I żadne zaklęcia nie pomogą. No, możemy jeszcze wyłączyć na chwilę klimatyzację, ale w ten sposób uwolnione dodatkowe konie nie spowodują, że linia przerywana zamieni się w ciągłą. Bez problemu – jednak oczywiście w swoim tempie – osiągniemy dopuszczalną maksymalną prędkość na autostradzie. Utrzymanie jej też nie wymaga ciągłego trzymania pedału gazu w pozycji „przy podłodze” – czerwonym MiTo pewnie byłoby jeszcze łatwiej, bo jak ogólnie wszystkim wiadomo, czerwony kolor jest najszybszy. Pomimo małych gabarytów samochód jest dobrze izolowany, co powoduje, że nie czujemy w nim prędkości – tak wiem jak to brzmi. Niesie to również za sobą pewne zagrożenia. Auto podatne jest na boczne wiatry i trzeba uważać wyjeżdżając z osłoniętego terenu, żebyśmy nie zaczęli bezwiednie zajmować więcej powierzchni na jezdni niż przypisana.

Niestety, na „pokładzie” mamy również system Start-Stop (tak, nie jestem jego entuzjastą). Na szczęście da się go wyłączyć. Jeżeli jednak pozostawimy go aktywnego możemy go wykorzystać jako … miernik naładowania akumulatora. Jeżeli akumulator będzie miał poniżej 70 – 75% naładowania, system nie będzie działał.

To czym powinna chwalić się Alfa w tym modelu to sprzęt grający. Jest naprawdę dobry. Dźwięk dobiegający do uszu jest „mięsisty” i dobrze sterowalny (oprócz standardowych funkcji mamy do dyspozycji equalizer z paroma ustawieniami fabrycznymi oraz możliwością ustawień indywidualnych). Zabawa potencjometrem głośności nie powoduje, że całe auto zaczyna trzeszczeć, a my zaczynami drżeć w obawie, że za chwilę zostaniemy zaatakowani przez wylatujące szpilki przytrzymujące tapicerkę. Po prostu robi się głośniej. Sprzęt ten gwarantuje nam jeszcze jedno. Jak w samochodzie zacznie coś stukać lub pukać, skutecznie to zagłuszymy (w testowanym egzemplarzu o przebiegu 40 tys. kilometrów nie musiałem wykorzystać tej nadprogramowej funkcji).

Czasami najmniejsze rzeczy sprawiają największe problemy. W powyższym egzemplarzu zegarek pokładowy wskazywał niewłaściwą godzinę. Niby nic, a drażniło. Nic prostszego, 3 sekundy i zmienione – tak pomyślałem. Po 20 minutach i naciśnięciu już chyba wszystkich przycisków w aucie w różnych konfiguracjach oraz przeszukaniu wnętrza w poszukiwaniu ukrytych przełączników … poddałem się. „Janusz motoryzacji” w pełnej krasie. Zostałem obnażony przez najmniejszą Alfę. Po oswojeniu się ze swoją bezradnością sięgnąłem po broń ostateczną i wstydliwą – bo jak wiadomo wszyscy mężczyźni motoryzację mają w „małym palcu”. Otwarłem instrukcję obsługi – na szczęście była — i poszło. Spis treści, znajdź odpowiednią stronę, teraz rysunek A 32 (czy jakoś tak) i postępuj zgodnie z rozpiską. 10 minut później z instrukcją na kolanach oraz po paru nieudanych próbach (tak, dobrze myślicie – instrukcja kierowała do pewnego momentu), już byłem mistrzem w ustawianiu dowolnej godziny (i minuty) na zegarku. Jaka zatem jest to kombinacja? Znajdujemy i naciskamy przycisk ESC MENU, co pozwala nam na ożywienie ustawień wyświetlacza umiejscowionego między zegarami. Potem … radźcie sobie sami ponieważ instrukcja nie mówi nic więcej. Więc sobie radzimy. Zmieniamy wyświetlane funkcje na wyświetlaczu tak, aby dojść do zegarka i ustawiamy godzinę oraz minuty … przyciskami zmieniającymi położenie świateł mijania. Logiczne, prawda? Że też sam na to nie potrafiłem wpaść.

Pogodzony ze swoją „januszowatością” postanowiłem (oczywiście z pomocą instrukcji) wrócić do funkcji Follow Me Home. Tu poszło zdecydowanie łatwiej. Z perspektywy czasu, można nawet stwierdzić, że za łatwo. Otóż, aby ją włączyć wystarczy po zgaszeniu silnika, podciągnąć do siebie i przytrzymać (do zapalenia się komunikatu na desce) dźwignię świateł długich. I tyle.

Na koniec pewnie liczycie na podsumowanie i konstruktywne wnioski lub przynajmniej prosty przekaz: „kupować” lub „trzymać się z daleka”. I znowu się rozczarujecie, nic takiego nie będzie. Cena nowej Alfy MiTo w salonie – tej wersji — to 56 200 PLN (w promocji dostępna była za 47 770 PLN). Dużo? Mało? Zależy jak na to spojrzeć, ale to już indywidualna ocena każdej osoby. Dla mnie, po przejechaniu 632 kilometrów, samochód okazał się miły w obyciu. Niczego nie udawał. Tam gdzie miało być przyjemnie i wygodnie (pozycja za kierownicą, fotele) – było, tam gdzie miał dostarczać wrażeń i relaksu (nagłośnienie) – również.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Blogi:

Edycje specjalne w dwóch słowach: Pagani Zonda [część 1] Dodatkowe światło stop – motocykl a samochód Mercedes-Benz GLC 250 4MATIC Coupé – test [wideo] Używane Volvo V50 - test | Auto Dla Kowalskiego [wideo] Škoda Fabia Monte Carlo 1.2 TSI 110 KM DSG – test [wideo] Audi A4 2.0 TFSI 252 KM quattro - test [wideo] Trzecie światło STOP – geneza, historia, stan obecny Motocykl w automacie niekoniecznie jest bezpieczniejszy. Polemika z Maciejem Banaszakiem Subaru Outback 2.5i Exclusive Lineartronic – test [wideo] Edycje specjalne w dwóch słowach: Fiat 500 [część 3] Mistrzowie driftu Moto Historie #6 - Pogromca Luźnej Nawierzchni Historia: Volvo, czy to naprawdę ty? Motocykl z automatyczną skrzynią biegów na tle historii i obowiązujących przepisów Lexus GS F - test [wideo] Lampy do jazdy dziennej, doświetlenie zakrętów i żółta pozycja – co nowego w oświetleniu motocyklowym? Renault Mégane Energy TCe 130 BOSE – test [wideo] Światła pozycyjne a postojowe – czym się różnią? Edycje specjalne w dwóch słowach: Fiat 500 [część 2] Rozjaśnić ciemność Beerfest - dla smakoszy piwa i... fanów motoryzacji! Nadużywanie określenia hot hatch wypaczyło ideę GTI Volkswagen Golf R - test [wideo] Volvo XC60 D3 Momentum - test [wideo]

Popularne w tym tygodniu:

Audi A3 Sportback 1.4 TFSI e-tron – test [wideo] Peugeot 308 1.2 PureTech 130KM EAT6 Allure – test [wideo]